gdzie trafiają samobójcy po śmierci

Zdecydowana większość wie i jest świadoma swojej śmierci. Duża część dusz, gdy trafia do przestrzeni ma przeświadczenie, że jest to przestrzeń „przejściowa” lub że trafili do niej przez pomyłkę i że wkrótce ktoś się zorientuje i trafią do raju lub miejsca, gdzie spodziewali się trafić zgodnie z systemem wierzeń, jaki Donos ujawnia już po śmierci Barańskiego "Gazeta". Austriacy nabierają wody w usta. Zaczyna się fala spekulacji na temat służb zainteresowanych zgładzeniem "Baraniny". Słuchaj i bądź obecna/obecny. Wiele znaczy sama obecność drugiej osoby, kogoś, kogo można poprosić o pomoc w nawet najprostszych czynnościach. Po prostu bądź i słuchaj. Nie dawaj dobrych rad i nie pocieszaj frazesami. Nie wymieniaj zmarłych w podobny sposób krewnych i znajomych. To tylko rozdrapuje rany, nie koi bólu. Tylu samobójstw jeszcze nie było. Dzieci nie radzą sobie w pandemii? Jak informuje "Dziennik Gazeta Prawna", od stycznia do września br. w Polsce doszło aż do 10 289 prób samobójczych Ateiści nie boją się śmierci Wewnętrzna religijność ma ogromne znaczenie dla podstawowych obaw przed nieuchronnym końcem życia. Aktualizacja: 29.03.2017 14:38 Publikacja: 28.03.2017 18:26 Site De Rencontre Catholique Gratuit Au Canada. Gdy ktoś bliski umiera w szpitalu, pojawiają się pytania: co dzieje się ze zwłokami w szpitalu? Ogólne zasady postępowanie ze zwłokami w szpitalu określone są w ustawach, szczegółowe procedury opisujące poszczególne czynności, każdy szpital opracowuje sam. Gdzie trafia ciało zmarłego w szpitalu? Kto może odebrać zwłoki ze szpitala? Spis treściCo dzieje się ze zwłokami w szpitalu: stwierdzenie zgonuPrzewiezienie zwłok do prosektoriumIdentyfikacja zwłokWydanie zwłok ze szpitalaKto może odebrać zwłoki ze szpitala?Jak długo mogą być przechowywane zwłoki w szpitalu? To, co dzieje się ze zwłokami w szpitalu jest ściśle uregulowane przez przepisy prawa. Śmierć w szpitalu i ciało zmarłego w szpitalu pracownicy szpitala powinni traktować z należytym szacunkiem. Co dzieje się ze zwłokami w szpitalu: stwierdzenie zgonu Gdy lekarz stwierdzi zgon pacjenta w szpitalu, pielęgniarka wypełnia kartę skierowania zwłok do chłodni, a na dłoni lub stopie zmarłego umieszcza identyfikator. Zwłoki osoby zmarłej mogą zostać przewiezione najwcześniej po upływie dwóch godzin od czasu zgonu, który wpisano do dokumentacji. W tym czasie zwłoki powinny być przechowywane w specjalnie przeznaczonym do tego celu pomieszczeniu, a w razie jego braku - w innym miejscu, z zachowaniem godności należnej zmarłemu. Przewiezienie zwłok do prosektorium Zwłoki wraz z kartą skierowania i identyfikatorem są przewożone do chłodni w prosektorium. Szczegółową treść karty skierowania zwłok do chłodni oraz identyfikatora wskazują przepisy. Gdy tożsamość pacjenta nie jest znana, w dokumentach i na identyfikatorze umieszcza się oznaczenie "NN" z podaniem przyczyny i okoliczności uniemożliwiających ustalenie tożsamości. Przeniesienie zwłok powinno odbywać się specjalnie do tego przeznaczonym środkiem transportu - szczelnie zamkniętym (kapsule), umożliwiającym jego mycie i dezynfekcję, wyznaczonymi ciągami komunikacyjnymi na terenie szpitala. Transport zwłok między piętrami powinien odbywać się windą do tego przystosowaną. Identyfikacja zwłok Zwłoki osoby zmarłej w szpitalu mogą wydane osobie lub instytucji do tego uprawnionej po tym, jak dokonają one identyfikacji zmarłego w specjalnie do tego celu przeznaczonym pomieszczeniu. Identyfikacja odbywa się w obecności uprawnionego pracownika szpitala i musi być udokumentowana w świadectwie identyfikacyjnym. Wydanie zwłok ze szpitala Przed wydaniem zwłoki należy przygotować poprzez ich umycie i okrycie z zachowaniem godności należnej osobie zmarłej. Czynność ta nie obejmuje ubrania zmarłego. Tym winny zająć się osoby bliskie zmarłego lub firma świadcząca usługi pogrzebowe. Kto może odebrać zwłoki ze szpitala? Kwestię tego, kto może odebrać zwłoki reguluje ustawa o cmentarzach i chowaniu zmarłych. Prawo pochowania osoby zmarłej mają przede wszystkim: pozostały małżonek(ka); krewni zstępni; krewni wstępni; krewni boczni do czwartego stopnia pokrewieństwa; powinowaci w linii prostej do pierwszego stopnia. Prawo pochowania żołnierzy zmarłych w czynnej służbie wojskowej przysługuje właściwym organom wojskowym, w myśl przepisów wojskowych. Prawo pochowania zwłok osób zasłużonych wobec państwa i społeczeństwa przysługuje organom państwowym, instytucjom i organizacjom społecznym. Jak długo mogą być przechowywane zwłoki w szpitalu? Zgodnie z ustawą o działalności leczniczej zwłoki pacjenta mogą być przechowywane w chłodni dłużej niż 72 godziny, jeżeli: nie mogą zostać wcześniej odebrane przez osoby lub instytucje uprawnione do pochowania zwłok pacjenta, w związku ze zgonem zostało wszczęte dochodzenie albo śledztwo, a prokurator nie zezwolił na pochowanie zwłok, przemawiają za tym inne niż wymienione w pkt 1 i 2 ważne przyczyny, za zgodą albo na wniosek osoby lub instytucji uprawnionej do pochowania zwłok pacjenta. Poprzednia 1 2 3 4 5 Dalej Strona 2 z 5 Rekomendowane odpowiedzi Zgłoś odpowiedź "...i swoje serce".... rozumiem ze to przenosnia jest :) Cytuj Udostępnij tę odpowiedź Odnośnik do odpowiedzi Zgłoś odpowiedź tosia2 "...i swoje serce".... rozumiem ze to przenosnia jest :) No chyba nie wątpiszw to, że nie chodziło mi o mięsień sercowy? :OOO Cytuj Udostępnij tę odpowiedź Odnośnik do odpowiedzi Zgłoś odpowiedź Nic ciekawego z tej dyskusji nie wyniknie ...wiedziałam, z wiarą nie da się dyskutować. Cytuj Udostępnij tę odpowiedź Odnośnik do odpowiedzi Gość juipFranca .Moze nie wiesz ale Zgłoś odpowiedź Franca .Moze nie wiesz ale ludzie zanim w cos lub w kogos uwierza to musza o tym zglebic wiedze Nikt nie przychodzi na swiat z wiara tylko albo dostaje w spadku po rodzicach i przyjmuja albo nie ,albo /i/szuka w ksiazkach takich jakich katechizm rozszerzony biblia i inne . Ksiadz zglebia wiedze 6 lat a idac do Seminarium jest wierzacy.. A co ma serce do twojej niedowiary ?Niewazne czy jestes np buddystka czy katoliczka to jesli watpisz to po co sie wypowiadasz ?Co mają do tego twoje przemyslenia jesli watpisz w Boga ?to i w Milosierdzie Boze ,to chyba jasne . Cytuj Udostępnij tę odpowiedź Odnośnik do odpowiedzi Zgłoś odpowiedź ka-wa Nic ciekawego z tej dyskusji nie wyniknie ...wiedziałam, z wiarą nie da się dyskutować. No wiesz, myślę, że jeszcze wczoraj nie było tu tak źle. ;) Ale od conajmniej 10 postów jest nieciekawie, ale nie dlatego, e temat jest taki a nie inny. Nie, to dlatego, że zamiast duskusji O NIM zrobiła się dyskusja na temat "W co trzeba wierzyć, aby mieć prawo tu się wypowiadać?" Nic dziwnego, że może to się wydać męczące, bo nie dość, że bez sensu, to jeszcze nie na temat. jednak zawsze można do tego tematu powrócić. Na przykład Kawa, Ty możesz powiedzieć, co sądzisz na temat tej całej sprawy z samobójstwem, i dlaczego. Może się zrobić ciekawiej, i może już od tego nie odbiegniemy w jakieś niedorzeczności. :) Z wiarą da się dyskutować. Z niektórymi wierzącymi też. Ale niestety nie wszystkimi. Cytuj Udostępnij tę odpowiedź Odnośnik do odpowiedzi Zgłoś odpowiedź wiecie dziewczyny....sama z siebie to wiem tylko - umre, zakopia mnie do ziemi i koniec :( Cytuj Udostępnij tę odpowiedź Odnośnik do odpowiedzi Zgłoś odpowiedź ~juipFranca .Moze nie wiesz ale Franca .Moze nie wiesz ale ludzie zanim w cos lub w kogos uwierza to musza o tym zglebic wiedze Wcale nie muszą. ~juipFranca .Moze nie wiesz ale Co mają do tego twoje przemyslenia jesli watpisz w Boga ? . Przecież wystarczy przeczytać ze zrozumieniem to co napisałam, żeby zauważyć, że wypowiedziałam się NA TEMAT. Także siłą rzeczy to mają one coś do tego, o co autor wątku pytał. Moze Ty też się wypowiedz wreszcie na temat, zamiast bawić się w dochodzenie w sprawie czyiś wątpliwosci, przekonań, posiadania przez kogoś serca, czy innych prywatnych spraw innych ludzi :O Cytuj Udostępnij tę odpowiedź Odnośnik do odpowiedzi Zgłoś odpowiedź No tak racja, z tym zakopaniem w ziemi to chyba jedyny pewnik w tej całej sprawie. :( Ale moim zdaniem czasem można porozmawiać również o tym, co pewne nie jest. :) Cytuj Udostępnij tę odpowiedź Odnośnik do odpowiedzi Gość juop Zgłoś odpowiedź tosia2 wiecie dziewczyny....sama z siebie to wiem tylko - umre, zakopia mnie do ziemi i koniec :( No własnie Toska sama z siebie wiesz tylko tyle .Pewnie gdybys nie zglebiala wiedzy to zostala bys w tym samym punkcie .A tak masz pewnosc co jest po smierci .O to chodzi .Czlowiek gorąco wierzacy musi czytac ,pytac bo inaczej zatrzymuje sie na takim etapie ze zakopia i juz .... Co tu franca z toba dyskutowac jak ciagle jestes niedowiarkiem ;) Cytuj Udostępnij tę odpowiedź Odnośnik do odpowiedzi Zgłoś odpowiedź Pewności nikt nie ma co do tego. ~juop Co tu franca z toba dyskutowac jak ciagle jestes niedowiarkiem ;) Ten fragment pokazuje tylko, że to z Tobą nie da się dyskutować, bo kolejny raz piszesz nie na temat. A nic nie wynika z tego, coo mojej wierze bądź jej braku nie wynika z tego, napisałam. Tym bardziej nie ma sensu tego drążyć. Nie pojmuję, jak może ktoś tak odbiegać od tematu tylko po to, aby snuć jakieś jałowe przypuszczenia odnośnie czegoś, co nie jest jego sprawą. Cytuj Udostępnij tę odpowiedź Odnośnik do odpowiedzi Zgłoś odpowiedź Ja już się wypowiadałam,że jak dusze gdziekolwiek idą czy uchodzą to wszystkich w jednym kierunku /nie chce się wypowiadać co do istnienia duszy,żeby nie otwierać puszki Pandory/, ,a wiary nie ma co zgłębiać tylko trzeba przyjmować jej dogmaty, na tym polega wiara chrześcijańska czy inna ,też ten temat nie nadaje się do dyskusji , bo wg mnie można rozmawiać o tym co wiadomo, a nie w co się wierzy, Cytuj Udostępnij tę odpowiedź Odnośnik do odpowiedzi Zgłoś odpowiedź ka-wa ,a wiary nie ma co zgłębiać tylko trzeba przyjmować jej dogmaty, na tym polega wiara chrześcijańska czy inna ,też ten temat nie nadaje się do dyskusji , bo wg mnie można rozmawiać o tym co wiadomo, a nie w co się wierzy, Zgadzam się z ka-wą. Każda wiara opiera się na wierze :) Albo w coś wierzysz, albo nie. To założenie. Na tym polegają religie, wierzysz nawet bez dowodów, albo coś, co możliwe, że dla innych jest przypadkiem dla Ciebie jest znakiem. To jest temat rzeka, kwestia indywidualna. Każdy sam powinien się zastanowić w co wierzy i tego się trzymać. Ja nie jestem osobą wierzącą, w sensie religijną, ale wierzę, że człowiek i zwierzak ma duszę, że jest coś w naszym ciele, że po śmierci jest coś, nie tylko dół i robaki. Cytuj Udostępnij tę odpowiedź Odnośnik do odpowiedzi Zgłoś odpowiedź Jasne, że wierzy się bez dowodów. Przecież gdyby na daną rzecz był dowód, bo by już znaczyło, że się o tym wie, a nie w to wierzy. Co nie znaczy, że nie należy zastanawiać się nad tym, w co się właściwie wierzy, dlaczego i czy się to rozumie. Według mnie przyjmowanie bezkrytycznie dogmatów jak leci, bez zastanawiania się po co, dlaczego są takie a nie inne, czy są zgodne z moim sumieniem, z naturą człowieka, itd, itd o niczym dobrym nie świadczy. Jeśli w coś wierzę, to dlatego, że mam POWODY by uznać, że ma to sens, a to zupełnie co innego niż dowód. Cytuj Udostępnij tę odpowiedź Odnośnik do odpowiedzi Zgłoś odpowiedź Weżmy chociażby omawiany tu temat. Kiedyś Kościół potępiał samobójców głosząc, że czeka ich wieczne potępienie. Teraz podchodzi do tego inaczej? Czy to znaczy, że ten, kto uważa się za katolika, najpierw miał obowiązek przyjmować jedno, a potem drugie? Przecież, to, co Bóg NAPRAWDĘ z tą sprawą robi, nie zmieniło się w momencie, gdy Kościół zmienił podejście do tego. :D Chociażby to pokazuje, że nie tylko warto, ale też powinno się mieć własny rozum i serce, a gdyby opierać się tylko i wyłącznie na stanowisku jakiejś religii, doszlibyśmy do absurdu. Myślę, że jeśli chodzi o tę sprawę, to pewnie dawniej, gdy Kościół potępiał samobójców, też byli ludzie, którzy się z tym nie zgadzali, również wśród wierzących. A to przecież dobrze, a nie źle. :) Cytuj Udostępnij tę odpowiedź Odnośnik do odpowiedzi Gość juip Zgłoś odpowiedź Mnie franca nie interesuje czy ty jestes wierząca tylko napisze to jeszcze raz gdy ktos watpi ,a Ty watpisz to nie jestes wiarygodna / moim zdaniem /w swojej prawo tak jak wszyscy ją napisac .O watpieniu pisałas kilka razy to jeszcze raz napisze dlaczego wypowiadasz sie z pozycji osoby wierzacej ? Czym sie rozni człowiek wierzacy od czlowieka niewierzacego ? Wierzacy wierzy w Slowo objawione bez zastrzezen !,we wszystkie dogmaty bez wyjatku.! Wiary nieda sie ogarnac ludzkim rozumem bo sam Bog jest ,człowiek powinien bezkrytycznie wierzyc i ufac gdy ta filozofia mu odpowiada bo na " sile " wierzacy to niewierzacy . Nie mierz wszystkich podług siebie i n i e pisz ze " nikt pewnosci nie ma co jest po smierci ..Kto wierzy w Zmartwychwstanie Chrystusa ten wierzy po smierci w swoje zmartwychwstanie .Nic tu nie trzeba wiecej dodawac . ### Kawa masz racje nie wiare trzeba zglebiac ,i dobrze napisalas tylko wiedze o Bogu zeby wlasnie nie watpic i wiedziec co i dlaczego Czytajac biblie ludzie sie nawracaja ,znajduja odpowiedzi na dreczace ich pytania a to znaczy ze człowiek powinnen poznawac Boga i nie powinnien poprzestawac na dziedzictwie przodkow .Taka wiara " dziedziczona " b. czesto zanika gdy ludzie dorastaja . Autorko,nie ma sensu oceniac czy Bog i dlaczego nie potępia samobojcow czy ich potepia .Nie jestem Bogiem i nie bede przypuszczac co Bóg zrobi z samobojca .Tylko Bog wie czy to byla chora osoba czy nie, ,o czym myslala w chwili smierci ,,czy zalowala swojego czynu czy nie ,,i pewnie jeszcze wiele innych rzeczy .Jemu pozostawie osad i nie bede gdybac jaka bedzie decyzja Boga .Tylko On ma wiedze o czlowieku ,o jego calym zyciu ,jego czynach i myslach .Przykazanie mowi * Nie Zabijaj * Nie zabijaj siebie ,nie zabijaj innych ..jak do tego przykazania ustosunkuje sie Bog to tylko On juz wie .Takie jest moje zdanie . Cytuj Udostępnij tę odpowiedź Odnośnik do odpowiedzi Zgłoś odpowiedź wierze, że człowiek i zwierzak ma duszę, że jest coś w naszym ciele, że po śmierci jest coś, nie tylko dół i robaki. ktore tez maja dusze? Cytuj Udostępnij tę odpowiedź Odnośnik do odpowiedzi Zgłoś odpowiedź franca Weżmy chociażby omawiany tu temat. Kiedyś Kościół potępiał samobójców głosząc, że czeka ich wieczne potępienie. Teraz podchodzi do tego inaczej? Czy to znaczy, że ten, kto uważa się za katolika, najpierw miał obowiązek przyjmować jedno, a potem drugie? Przecież, to, co Bóg NAPRAWDĘ z tą sprawą robi, nie zmieniło się w momencie, gdy Kościół zmienił podejście do tego. A w czasach starotestamentowych ludzie wierzacy mysleli ze Bog biedakiem gardzi i karze go choroba. Chcialabys od razu pojac Boga? :) Kiedy nam sie objawi bedziemy do Niego podobni. Cytuj Udostępnij tę odpowiedź Odnośnik do odpowiedzi Zgłoś odpowiedź Duże znaczenie ma fakt, czy samobójca w momencie kryrtycznym zaczyna żałować, i wtedy, gdy mimo walk nie ma już odwrotu i świadomość powoli zaczyna na zawsze wygasać, dostaje szansę po drugiej stronie, aby odpokutować tam, za swój czyn... Pokuta już jest tu na ziemi i czyściec, Bóg nam dał wolny wybór, co do sposobu postępowania, a gdy popełniliśmy jakąś krzywdę wobec drugiej osoby i szczerze zaczniemy tego żałować, oraz staramy się naprawić swój błąd, to gdy skrzywdzona osoba przestanie żywić do nas urazę i nam przebaczy, czujemy ulgę, bo każdy ma prawo popełnić błąd, gorzej jak go popełni świadomie, bądź też nie potrafi się przyznać sam przed sobą, oraz nie próbuje tego wynagrodzić w jakikolwiek sposób okazując szczery żal za swoje postępki. Im wiecej w zyciu bledow popelniamy, i zostawiamy ich nienaprawionych, tym wiekszą mamy pewnosc wiecznego potepienia, poniewaz czas plynie do przodu, wiec z kazda sekunda zostawia nam coraz mniej zycia, by cokolwiek sprostowac... Bóg jest milosierny, lecz dla tych ktorzy wykazuja checi poprawy, dla tych ktorzy wierza w jego milosierdzie, dla tych co na checi poprawy nie przystawaja, tylko swoje myslenie obracaja w czyn, w swiadectwo dobroci.. Cytuj Udostępnij tę odpowiedź Odnośnik do odpowiedzi Zgłoś odpowiedź Tu na ziemi mamy czas na odkupienie swoich win, tam po drugiej stronie ten czas jest znacznie wydluzony... Po to dostajemy zycie, by siebie wzajemnie szanowac, i sobie pomagac, a nie zyc w wiecznym lęku, wiecznie sie krzywdzic.. My ludzie jestesmy jedna wielka rodzina, razem idziemy przez ten trud, jakim sami sie obdarowujemy... Powinnismy w koncu zrozumiec, ze krzywdzac osobe druga sami siebie krzywdzimy, owocuje to takimi problemami z jakimi sie dotychczas borykamy... Czlowiek jest stworzeniem stadnym, w pojedynke ciezko jest przeciwstawic sie zlu.. Razem razniej :-) Wsparcie przedewszystkim i zaufanie... Bedzie lepiej :-) Cytuj Udostępnij tę odpowiedź Odnośnik do odpowiedzi Zgłoś odpowiedź Bóg nie karze tu na ziemi, to my sami siebie karzemy... Bóg wybacza, dlatego daje szansę na zmiane wlasnego postepowania... Kare sami sobie wymierzamy... Cytuj Udostępnij tę odpowiedź Odnośnik do odpowiedzi Zgłoś odpowiedź Trzy razy jedna noga bylem po tamtej stronie. Ostatnim razem mialem sie nie wybudzic ze spiaczki jak lezalem na podtrzymaniu na OIOM-IE, poniewaz medycyna zaprzeczala mozliwosci powrotu do zdrowia, po drgawkach w spiaczce jakie mną rzucaly.. Widzialem przejscie.... Cytuj Udostępnij tę odpowiedź Odnośnik do odpowiedzi Zgłoś odpowiedź pietuch Bóg nie karze tu na ziemi, to my sami siebie karzemy... Bóg wybacza, dlatego daje szansę na zmiane wlasnego postepowania... Kare sami sobie wymierzamy... mam nadzieje ze nie tlumaczysz tym calego zla swiata? Cytuj Udostępnij tę odpowiedź Odnośnik do odpowiedzi Zgłoś odpowiedź Bardzo mi się podoba pierwszy post Pietucha. To ma sens, a poza tym fajne jest to, że pisze tu ogólnie, o wszystkich przewinach, przez co jest bardziej uniwersalne. Jeśli chodzi o to: pietuch My ludzie jestesmy jedna wielka rodzina, razem idziemy przez ten trud, jakim sami sie obdarowujemy... To już nie do końca. Tak, POWINNIŚMY być jak jedna wielka rodzina. Ale niestety często bywa z tym zupełnie inaczej...:((( Zgadzam się również z tym: pietuch Powinnismy w koncu zrozumiec, ze krzywdzac osobe druga sami siebie krzywdzimy Nie wiem też z której strony to tłumaczy czy usprawiedliwia zło całego świata. :P W każdym razie ja tu tego nie widzę. Moim zdaniem to oczywiste, że krzywdząc innych unieszczęśliwiamy samych siebie. A więc niewątpliwie samych siebie krzywdzimy. Czy ktoś, kto bez skrupułów krzywdzi innych i nie żałuje tego, może mieć w sercu pokój czy radość? Na pewno nie. To co robi, nie da mu spokoju, i prędzej czy później da o sobie znać. Tak więc na pewno żyjąc w taki sposób nie można być szczęśliwym. Cytuj Udostępnij tę odpowiedź Odnośnik do odpowiedzi Zgłoś odpowiedź tosia2 wierze, że człowiek i zwierzak ma duszę, że jest coś w naszym ciele, że po śmierci jest coś, nie tylko dół i robaki. ktore tez maja dusze? Dlaczego nie? :)) Cytuj Udostępnij tę odpowiedź Odnośnik do odpowiedzi Zgłoś odpowiedź Z czym sie boryka wiekszosc ludzi, ktorzy tuszukaja pomocy? Z PROBLEMAMI... A co to za problemy? Przewaznie DEPRESJA... DEPRESJA STAJE SIE CHOROBA CYWILIZACYJNA... Wiecie co to oznacza? Glowne przyczyny depresjii : 1. Brak akceptacji otoczenia 2. Niezadowolenie z zachowania ludzi majacych na nasze zycie (np. Politycy - /wciaz narzekamy i zalimy sie na ich nieodpowiednie rzady..., Szef - mamy depresje, ze nas zwolnil bezprawnie, nauczycielka - ze nam jedynki wstawia bo sie uwziela, lekarz - ze nie potrafi wyleczyc... Z tego, ze nas ktos ponizylTak by mozna bylo bez konca...) braku umiejetnosci komunikowania sie z innymi( ponizenie, zdrada, klotnie, wojny..) To jak zaczniemy siebie ludzi nawzajem traktowac (I MOWIE TU O WSZYSTKICH NA KAZDYM SZCZEBLU, ZWLASZCZA PANSTWOWYM) To bez watpienia zmniejszy liczbe ludzi borykajacych sie z problemami sfery psychicznej (mysle o depresjii) Cytuj Udostępnij tę odpowiedź Odnośnik do odpowiedzi Poprzednia 1 2 3 4 5 Dalej Strona 2 z 5 Towarzystwa ubezpieczeniowe chronią się od takich sytuacji zapisami w Ogólnych Warunkach Ubezpieczenia (OWU). O takich zapisach lepiej wiedzieć wcześniej, najlepiej przed zakupem wybranego produktu ubezpieczeniowego. Założenie ubezpieczenia na życie jest proste – ma finansowo chronić życie ubezpieczonego. Polisa w wersji podstawowej gwarantuje wypłatę odszkodowania w sytuacji, gdy ubezpieczony umrze – osobom wskazanym w umowie czyli uposażonym. W przypadku, gdy ubezpieczony nie wskaże uposażonych – odszkodowanie otrzymają osoby, które posiadają prawo dziedziczenia. Towarzystwa ubezpieczeniowe jednak wyraźnie podkreślają w swoich umowach sytuacje, w których zachodzi wyłączenie odpowiedzialności. Są to sytuacje, w których do zdarzenia lub śmierci doszło nie z powodu zdarzeń losowych, przyczyn zewnętrznych, lecz ubezpieczony miał na nie wpływ, np. prowadząc samochód pod wpływem alkoholu. Jest to świadome działanie na własną niekorzyść i w takich okolicznościach firma może odstąpić od wypłacenia świadczenia. Dotyczy to również śmierci w wyniku samobójstwa. Stan psychiczny ubezpieczonego jest niezwykle ważny, dlatego firmy ubezpieczeniowe stosują ankiety medyczne oraz badania lekarskie, które mają ustalić również to, jakie jest prawdopodobieństwo wystąpienia np. depresji u przyszłego ubezpieczonego. Samobójstwo ubezpieczonego - kluczowe 2 lata Nie należy zakładać, by osoba, która zamierza popełnić samobójstwo, wcześniej zabiegała o polisę na życie. Tego typu produkt kupuje się z myślą o ochronie finansowej w razie nieszczęśliwego wypadku i jego konsekwencjom – złamaniu kości, leczeniu szpitalnemu czy na pokrycie kosztów rehabilitacji. Jednak odszkodowanie za samobójstwo jest możliwe do uzyskania, co nawet reguluje specjalny zapis prawny. W myśl artykułu 83 kodeksu cywilnego odszkodowanie za śmierć w wyniku samobójstwa nie przysługuje, jeśli doszło do niego wcześniej niż 2 lata od podpisania umowy. Ten artykuł prawny wykorzystują w dokumentach OWU towarzystwa ubezpieczeniowe. Polisa na życie samobójstwo definiuje następująco: Jeśli do zdarzenia doszło w wyniku samookaleczenia lub okaleczenia na własną prośbę przez ubezpieczonego, małżonka lub dziecko, popełnienia lub usiłowania popełnienia samobójstwa przez ubezpieczonego, małżonka lub dziecko w ciągu 2 lat od daty zawarcia umowy ubezpieczenia. Można zatem wnioskować, że jeśli do samobójstwa dojdzie później niż 2 lata od podpisania umowy – odszkodowanie zostanie wypłacone. Dla wielu ofert produktów ubezpieczeniowych na życie okres 2 lat można traktować jako okres karencji. Jest to niezbędne minimum, by móc uznać, że ubezpieczony nie cierpiał wcześniej na depresję i samobójstwa nie planował. WAŻNE! Warunkiem wypłaty odszkodowania za śmierć w wyniku samobójstwa jest oczywiście ważna polisa z opłaconymi na bieżąco składkami. Okres 2 lat w przypadku samobójstwa może być traktowany jako karencja, czyli czasowy brak odpowiedzialności towarzystwa – mimo ważnej umowy polisowej. W polisie na życie podobny zapis dotyczy także innych zdarzeń. Jednym z nich jest urodzenie dziecka. Towarzystwo zobowiązuje się do wypłaty jednorazowego świadczenia (w zależności od wariantu i polisy 1000 zł–5000 zł), ale zastrzega, że okres karencji wynosi np. 9 miesięcy. To oznacza, że ubezpieczenie nie zadziała, jeśli w chwili zawierania umowy kobieta (jako główna ubezpieczona lub współubezpieczona) jest już w ciąży. Karencja może dotyczyć również innych zdarzeń, jak poważne zachorowanie, operacja chirurgiczna czy zdiagnozowanie nowotworu. Okras karencji spotykany jest także w przypadku leczenia szpitalnego – pobyt w szpitalu musi trwać najczęściej minimum 3 dni, aby nastąpiła wypłata świadczenia. Te i inne zasady są szczegółowo opisane w dokumencie OWU dla każdej polisy na życie. Jakie są inne wyłączenia odpowiedzialności? Samobójstwo w pierwszych 2 latach ważności polisy to tylko jedno ze zdarzeń, za które towarzystwo ubezpieczeń będzie zwolnione z wypłaty odszkodowania. Firmy ubezpieczeniowe stosują w umowach podobne zapisy o wyłączeniach. Najczęściej należą do nich: prowadzenie samochodu pod wpływem alkoholu lub innych środków odurzających, konsekwencje działań dokonanych pod wpływem alkoholu lub innych środków odurzających, przebywanie na terenie kraju, na którym prowadzone są działania wojenne, konsekwencje dokonywania ataku terrorystycznego. Są to działania, które ubezpieczony podejmuje świadomie oraz rozumie ich ryzyko. W innym wypadku osoba planująca np. atak terrorystyczny, mogłaby odpowiednio wcześniej zakupić polisę na życie, tym samym zapewniając swoim najbliższym wysokie odszkodowanie po śmierci w jego wyniku. Jak szukać dobrej polisy na życie? Rynek ubezpieczeniowy jest pełen dobrze skonstruowanych produktów. Ich różnorodność sprawia, że każdy klient może indywidualnie dopasować ofertę do własnych potrzeb i oczekiwań. Chociaż niemożliwe jest znalezienie polisy bez wyłączeń i limitów odpowiedzialności, to warto przy wyborze kierować się przede wszystkich zakresem ochrony (im szerszy, tym lepiej) czy sumami ubezpieczeń (im wyższe, tym większe odszkodowanie w razie zdarzenia). W wyborze niezwykle pomocna okazuje się porównywarka ubezpieczeniowa. Jest to narzędzie, które wymaga uzupełnienia krótkiej ankiety. Na podstawie udzielonych informacji specjaliści w krótkim czasie opracowują najbardziej dopasowane oferty. Następnie kontaktuje się z nami konsultant w celu podania szczegółowej oferty, może on również umówić spotkanie w dowolnym miejscu z agentem ubezpieczeniowym. W ten sposób zaoszczędzić możemy zarówno wiele cennego czasu, jak i własnych środków. Porównanie ofert to nie tylko znalezienie najlepszej oferty, ale również oferty, która cenowo będzie dla nas najbardziej korzystna. OBLICZ SKŁADKĘ UBEZPIECZENIA Ubezpieczenie na życie daje ochronę finansową w wielu sytuacjach zagrożenia życia i zdrowia dla Ciebie i Twoich bliskich. Nie mniej ważna jest cena takiej polisy, dlatego, aby uniknąć przepłacania za składkę, warto najpierw porównać ceny ubezpieczeń w naszym kalkulatorze. Ofertę spośród 20 dostępnych towarzystw ubezpieczeń znajdziesz już od 3 złotych dziennie. W 1 kalkulacji możesz porównać aż do 5 ofert. Codziennie 13 osób ginie w Polsce z własnej ręki. Prawie 200 rocznie to dzieci i nastolatki. Zostają po nich rodzice. Dla matki w Suwałkach powód odebrania sobie życia przez jej syna był jasny – chcieli go rozdzielić z rodziną, która była zbyt biedna, by żyć razem. Choć pewnie były jeszcze inne powody, zadawnione i ukryte. Samobójstwo rzadko bywa skutkiem jednego zdarzenia. Dla tych, co zostają, kluczowym pytaniem jest – dlaczego? Rodzice obsesyjnie poszukują na nie odpowiedzi. Jak pani A., która pojawia się na forum pod wszystko mówiącą nazwą „Dlaczego?”. Syn powiesił się przed dwoma laty, a ona nie może znaleźć przyczyny do dziś. Niestrudzenie przeczesuje jego życie. Przegląda i kataloguje jego szczęśliwe dni, miny, wybuchy śmiechu, wakacje, nagrody książkowe, czerwone paski na świadectwach. Matka i babka pracowały, żeby nie odstawał od innych dzieci i niczego mu nie brakowało. Ojciec opuścił rodzinę, ale syn nie miał wówczas nawet roku. A może jednak to? A. zazdrości matce warszawskiego licealisty Stasia, którego samobójstwo też było głośne: ona wie, że to przez narkotyki. To potężny wróg, człowiek ma prawo z nimi przegrać, przerzucić na nie część winy. Nieważne, prawdziwej czy urojonej. Tymczasem A. dusi się od poczucia winy. Roztrząsa, co mogła zrobić nie tak. Może to, może tamto. W ostatnim dniu życia nie chciał zjeść zupy – przymierzający się często nie potrafią już jeść. Wchodzą w tunel, w którym niczego się już nie czuje, jak w narkozie. Zostaje tylko jedna myśl: uciec, zasnąć. Nie umrzeć, ale właśnie zniknąć, zasnąć. Tak więc syn nie chciał jeść. A. z gniewem wlała zupę z talerza z powrotem do garnka. Może gdyby tego nie zrobiła, on żyłby? Bo przecież musi być powód. Nareszcie lepiej Najtrudniej mają rodzice tych, którzy zrobili to jakby mimochodem. Siedzieli przy stole i się uśmiechali. Oglądali coś w telewizji, wynieśli śmieci. Jak zwykle. Wyszli do innego pomieszczenia i zbyt długo ich nie było. Ktoś z domowników tam zajrzał – a on na pasku od spodni, na sznurze uczepionym na klamce u drzwi, na czymkolwiek, co wystaje. Kilka miesięcy temu pewna dziewczynka poszła jak zwykle na spacer z psem. Wróciła i powiesiła się na smyczy. A całkiem niedawno 12-latka z Poznania, ładna, pogodna, bezkonfliktowa. Matki nie było przy niej może 10–15 minut. Naprawdę nie jest tak, że wychodzą do innego pokoju mimochodem. Od dawna o tym myśleli. Zastanawiali się, w jaki sposób, roztrząsali szczegóły. Erwin Ringel, psychiatra i suicydolog, pisze, że ustalenie detali jest końcowym etapem podejmowania decyzji. Kiedy już ją podejmą, stają się spokojni, rozluźnieni. Szczególnie widać to u depresyjnych. Nareszcie jest lepiej, cieszą się rodzice. Jest weselszy, zabrał się do nauki. Tym większy później szok. Pani A. nie umie przejść prawdziwej żałoby, która ma swoje ponazywane przez specjalistów fazy. Choć one są niezbędne do stopniowego zdrowienia. Według specjalistów u 90 proc. rodziców samobójców nie dochodzi do przeżycia żadnej z typowych faz – zaprzeczania, idealizacji, złości itd., trwają zafiksowani na progu żałoby. Amerykański badacz John ­McIntosh pisze o syndromie żałoby po śmierci samobójczej, w którym latami – albo nigdy – nie gaśnie rozpacz i ból. Jak właśnie u pani A., która masochistycznie rozpamiętuje śmierć syna, żyje nią. Jest osobą ze średnim wykształceniem, księgową. Ma duży wgląd w siebie. Zgadza się: rozdrapuje rany. Lecz gdyby odzyskała spokój i nie cierpiała, sprzeniewierzyłaby się pamięci dziecka. Żyłaby z synem jak z wyblakłą fotografią. A ona chce go czuć – żywego w swym cierpieniu. Rodzinne przekleństwo Czasem dochodzi do tak zwanej patologicznej identyfikacji. Bliski utożsamia się ze zmarłym tak dalece, że naśladuje jego ruchy, sposób mówienia, zachowania. Jest w nim i z nim. Dzieje się tak zwłaszcza wtedy, gdy miały miejsce prawdziwe lub urojone zapowiedzi tego, co się stało. Syn mówił, że nie chce żyć, wszystko jest bez sensu, nagle rozdał ulubione przedmioty, tłumacząc, że nie będą mu już potrzebne. A oni nic, żadnej reakcji, ślepi i głusi. Każdy z nas popełnia grzechy zaniedbania lub czyni coś niedobrego w stosunku do tych, których kocha. Jednak nie każdy z nich odbiera sobie życie. Oznacza to, że jest jeszcze jakiś element w tym równaniu i coś szczególnego w cechach osoby, która popełniła samobójstwo. Rodzice szukają tego czegoś przede wszystkim w sobie, są winni i muszą zostać ukarani. W literaturze jest wiele opisów, że rodzice samobójców zatracają się w piciu, bulimicznym jedzeniu, wpadają w narkotyki, zadają sobie rany, szukają śmierci w ryzykownych sytuacjach, podejmują próby samobójcze. Również udane. Albo zdrowi zaczynają nagle chorować. Schną, zapadają się w sobie i gasną. Chcą do dziecka. Czasem karę musi ponieść ktoś z zewnątrz. Przejmująca była historia dziewięciolatka, który stłukł miskę klozetową w szkole. Za karę musiał przynieść z domu 100 zł. Miał bardzo restrykcyjnego ojca. Ze strachu przed nim powiesił się tego samego dnia. Oglądał z bratem bajki w telewizji i nagle wyszedł do stodoły. Ojciec zaczął obsesyjnie winić dyrektora, że nie powiadomił go o sprawie, obciążając nią wyłącznie syna. Zarzucał skargami prokuraturę i instytucje w nadziei, że dyrektor zostanie wyrzucony z posady. Albo inny uczeń zespołu szkół na Mazowszu. W tabloidach rodzice, siedzący ze zdjęciem syna w rękach, oskarżają dyrektora, że doprowadził do śmierci ich dziecko, zapowiadając, że wyrzuci go ze szkoły za używanie i sprzedawanie narkotyków. Co ich zdaniem absolutnie nie miało miejsca. Pragną, jak pisze Carla Fine, kary i potępienia dla winowajców – lekarzy, pielęgniarek, terapeutów, krewnych, znajomych. Często ta kara ma spotkać współmałżonka. Po samobójstwie dziecka rozpada się 50–70 proc. związków, pisze polski naukowiec Adam Czabanowski. Ojciec i matka obwiniają się wzajemnie. Jeśli nie było między nimi prawdziwej więzi, to ta niezbyt głęboka rozpada się bezpowrotnie. Nie potrafią siebie znieść. Zaczyna się nienawiść. Nierzadko źle zaczyna funkcjonować cała rodzina. Brat, siostra zmarłego muszą przejąć rolę głowy domu, jeśli rodzice, a zwłaszcza samotna matka, nie są już w stanie jej pełnić. Rodzeństwo też choruje, zwłaszcza, jak wynika z badań specjalistów, jeśli to któreś z nich znalazło wiszące ciało brata (to typowy męski sposób, dziewczęta częściej używają tabletek, żyletek, gazu) i próbowało odciąć sznur. Suicydolodzy Alan Berman i David Jobes twierdzą, że wśród osób nie tylko z rodziny pojawić się mogą dolegliwości zespołu stresu pourazowego, które są zwykle następstwem przeżyć wojennych, katastrof, gwałtu, napaści itp. Długotrwałe przeżywanie samobójczej śmierci przez rodziców, dziadków, rodzeństwo może prowadzić do syndromu samobójczego w rodzinie. Z badań wynika, że taki wybór śmierci jest w nich częstszy niż w innych. Rodzeństwo, ale także krewni zaczynają się bać „rodzinnego przekleństwa”, a nawet wierzyć, że to ich przeznaczenie. Lęki takie, bywa, nasilają się, gdy młodsze rodzeństwo dorasta do wieku, w którym brat, siostra lub krewny pozbawił się życia. W dworcowej poczekalni Karl Menninger postawił tezę, że w każdym samobójstwie ujawnia się agresja nie tylko wobec siebie samego. Jest to także pragnienie zadania komuś bólu, rodzaj zemsty bezwzględniejszej niż śmierć. A oni gdzieś pod skórą też mają to pytanie. Ale jaka zemsta, za co? Jak ich dziecko mogło im zrobić coś takiego? Skazać rodziców i rodzeństwo na horror, z którym muszą dalej żyć. Rozpacz miesza się z gniewem na zmarłego – zdradził, porzucił, zrobił świństwo. Gdyby choć napisał list, pożegnał się, wyjaśnił. Ale wyszedł ze swego i ich życia, jak się wychodzi z dworcowej poczekalni. Więc tak mało dla niego znaczyli. Samobójcza śmierć wywołuje w ojcu i matce przekonanie, że nie nadawali się na rodziców. Tracą zaufanie do siebie, ale też do innych – oto każdy, nie tylko najbliższy, jest w stanie zawieść, każdy jest potencjalnym zdrajcą. Usiłują się bronić, szukają znaków, że w ostatniej chwili ich dziecko chciało zawrócić. Pewni rodzice na drzewie, na którym powiesił się syn, w miejscu, gdzie sięgały buty, dostrzegli uszkodzoną korę. Uznali to za znak, że usiłował walczyć o życie, szukał punktu oparcia dla nóg, że nie chciał ich naprawdę zostawić, zabrakło mu sekundy, dwóch. Albo wypierają śmierć. On gdzieś żyje, choć odbył się pogrzeb; to dla nich niemożliwe, że go nie ma, musi gdzieś być. Wypieranie może trwać latami i jest źródłem nie pociechy, lecz przewlekłej udręki. Dlatego radzi się rodzicom, żeby zobaczyli ciało zmarłego. Jeszcze inna częsta taktyka: to nie było samobójstwo, to tylko wypadek. Znają przecież swoje dziecko i wiedzą, że nie byłoby zdolne do odebrania sobie życia, nigdy, w żadnym razie. Prawdziwa przyczyna śmierci staje się w rodzinie tematem tabu wymazanym z rozmów, dokumentów. Albo się ją modyfikuje. Jeśli nawet śledztwo nie wykazało udziału osób trzecich, to ich prywatne, rodzinne potwierdziło, że ktoś czyhał na życie dziecka, zabił je, a samobójstwo upozorował. Szerokim łukiem Traumatyczne skutki samobójstwa odczuwa nie tylko rodzina, ale także dalsi krewni, przyjaciele, znajomi. Suicydolog Frank Campbell twierdził, że dotyka ono w różny sposób kilkadziesiąt osób. Co czwarta kobieta i co trzeci mężczyzna spośród zgłaszających się do niego o pomoc po śmierci kolegi i koleżanki wykazywali cechy syndromu stresu pourazowego. Narażeni są także uczniowie z klasy i ze szkoły, w której uczył się samobójca. Ten sposób śmierci bywa zaraźliwy. Może przyjść nieoczekiwanie. Śmierć dziewięciolatka, który powiesił się po stłuczeniu muszli klozetowej, poprzedziło odejście koleżanki z tej samej szkoły. Odebrała sobie życie dwa lata wcześniej. Tymczasem szkoły, zamiast przepracować bolesny temat, starają się często zatuszować śmierć ucznia w trosce o ochronę wizerunku placówki. O pozytywny wizerunek dbają również same rodziny, ukrywając przed światem prawdę. Przez wieki samobójcy byli piętnowani przez prawo i religię, odmawiano im miejsca na cmentarzu, a ich rodziny karano. Ten przekaz zachował się w jakiejś mierze do dziś. Samobójcza śmierć jest dla rodziny powodem wstydu. Jeśli rodzinie nie uda się ukryć przyczyny albo bliscy nie chcą sprawy zakłamywać, jest zwykle społecznie izolowana. Samobójcze domy omijane są szerokim łukiem. Bywa jednak, że rodzina, choć zrozpaczona, czuje ulgę. Tak zdarzyło się z rodzicami dziewczyny, która po wielekroć usiłowała się zabić. Nie odstępowano jej przez lata na krok, w dzień i w nocy. W czasie kolejnego pobytu w szpitalu psychiatrycznym pilnowała jej wynajęta pielęgniarka. Dziewczyna przecięła sobie żyły niezauważalnie dla pilnującej, leżąc spokojnie w łóżku z rękami pod kołdrą. Krew wsiąkała w położone przy nadgarstkach zwoje ligniny, którą wcześniej ukryła. Prędzej czy później i tak by się to stało, powiedział ojciec. Niezależnie, co czują w najgorszym bodaj zdarzeniu, które może dotknąć matkę i ojca, potrzebują kogoś, kto ich zreanimuje, przywróci życiu. Nieocenione jest wsparcie rodziny, księdza, grupy równie doświadczonych rodziców, ale niezbędna – pomoc specjalisty. Reanimacja ma swoje reguły. Trzeba je znać, żeby była skuteczna. Samobójstwo jest zjawiskiem wstrząsającym, wynikiem dramatycznej decyzji człowieka pogrążonego w cierpieniu i desperacji. Ofiarą samobójstwa jest nie tylko osoba, która targnęła się na swoje życie. Ofiarami są także jej bliscy, rodzina, przyjaciele, znajomi, sąsiedzi, lekarze i terapeuci, którzy próbowali pomóc i zapobiec nieszczęściu. Zawsze nasuwa się pytanie, czy można było coś więcej zrobić, czy można było zadziałać inaczej, mądrzej czy skuteczniej. Zawsze pojawia się poczucie winy „gdybym przewidział, gdybym coś innego powiedział, gdybym inaczej się zachował…”. Inne negatywne, trudne emocje to złość („jak on mógł mi to zrobić”) i wstyd (zwłaszcza w środowiskach wiejskich i małomiasteczkowych wciąż pokutuje stygmat „rodziny samobójcy”). Rodzice, dzieci czy partnerzy do końca życia niosą ciężkie brzemię wątpliwości i myśli, że w kluczowym momencie zawiedli. Fot. Z kolei nieudana próba samobójcza pozostawia bliskim brzemię lęku i odpowiedzialności, które może zaburzać komunikację pomiędzy osobą chorą a rodziną. Jednocześnie otoczenie osoby cierpiącej, będącej w kryzysie i zagrożonej samobójstwem, odgrywa kolosalną rolę w zapobieganiu nieszczęściu, w zapewnianiu wsparcia i niesieniu nadziei na przyszłość. Stąd wiedza na temat zachowań samobójczych jest istotna nie tylko dla profesjonalistów (lekarzy, psychologów, psychoterapeutów), ale i dla szerokiego grona osób wrażliwych na cudze problemy, gotowych nieść pomoc i wspierać w trudnych chwilach życia czy w końcu zmuszonych do konfrontowania się z depresją i poczuciem beznadziejności u kogoś bliskiego. Co to są zachowania samobójcze? Dokonane samobójstwo jest skrajną formą szerokiej gamy zachowań o charakterze autodestrukcyjnym. Uważa się, że do tych ostatnich należą różne pośrednie zachowania, jak świadome i celowe narażanie się na niebezpieczeństwo i zagrożenie życia, samookaleczenia, „kpienie sobie” ze śmierci (np. niektóre sporty ekstremalne, zachowania ryzykowne). Na końcu zachowań bezpośrednich znajdują się pośrednie myśli o śmierci (np. rozważania na temat bezsensu życia, myśli rezygnacyjne, snucie marzeń o zachorowaniu na jakąś nieuleczalną chorobę czy o ulegnięciu wypadkowi). Kolejnym zjawiskiem są myśli samobójcze. Wiążą się one z planowaniem działań, rozważaniem odpowiedniego sposobu, fantazjowaniem na temat tego, co będzie „potem” (np. wyobrażenia pogrzebu, reakcji otoczenia, „życia po życiu” itp.). Myślom takim bliskie jest pojęcie tendencji samobójczych, kiedy to wyobrażenia są połączone z konkretnym planem ich realizacji, przygotowywane są narzędzia (np. zaopatrzenie się w mocny sznur, zbieranie leków i substancji toksycznych itp.). Tendencje samobójcze mogą i często prowadzą do próby samobójczej, która w tragicznych okolicznościach może zakończyć się samobójstwem dokonanym. Najbardziej dramatyczną formą zachowania samobójczego jest tzw. samobójstwo rozszerzone, kiedy to człowiek odbierając sobie życie, postanawia „zabrać ze sobą” osoby z otoczenia. Takie – na szczęście bardzo rzadkie – sytuacje są często wynikiem skrajnie chorobowo zmienionego myślenia (np. matka jest przekonana o ciężkiej chorobie dziecka, czekającym je cierpieniu, nędzy, katastrofie, uważa, że śmierć jest najlepszym rozwiązaniem i pomocą dla niego). Warto zwrócić uwagę, że droga od pośrednich myśli samobójczych do odebrania sobie życia nie jest drogą jednokierunkową, bez odwrotu. W każdym momencie można pomóc, można zmienić decyzję człowieka, można przywrócić mu chęć życia. Próba samobójcza a samobójstwo Na szczęście próby samobójcze najczęściej nie kończą się śmiercią. Są wyrazem bezradności człowieka wobec problemów życiowych, wołaniem o pomoc – często nieświadomym. Czasem mają wstrząsnąć otoczeniem, spowodować zmianę czyjegoś zachowania, przynieść jakieś korzyści (nie wolno jednak zapominać, że tego typu próba samobójcza też może „pechowo” być skuteczna). Czasem desperacja i rzeczywista chęć odebrania sobie życia jest duża, ale wybrany sposób jest, szczęśliwie, mało skuteczny lub pomoc zjawia się wystarczająco wcześnie. Dlatego też próby samobójcze zdarzają się wielokrotnie częściej niż samobójstwo dokonane. Dane szacunkowe wskazują, że w populacji ogólnej jedna śmierć samobójcza przypada na 10–20 prób. Inaczej wygląda to wśród pacjentów z poważnymi chorobami psychicznymi. Tu stosunek prób samobójczych do samobójstwa dokonanego wynosi 3–5:1, co świadczy o większej determinacji i wyborze skuteczniejszej metody. Okazuje się również, że ten stosunek jest mniej korzystny u mężczyzn niż u kobiet (kobiety znacznie częściej podejmują próby samobójcze, mężczyźni – częściej rzeczywiście odbierają sobie życie). Odgrywa tu rolę wybór sposobu. Mężczyźni w Polsce najczęściej usiłują się powiesić (w Stanach Zjednoczonych – używają broni palnej), kobiety natomiast próbują zażyć dużą ilość leków. Często są to leki nasenne i uspokajające (zgodnie z powszechnym przekonaniem, że „można po nich zasnąć i już się nie obudzić”), które tak naprawdę są stosunkowo mało toksyczne. Wiedzą o tym osoby mające odpowiednie wykształcenie. Na przykład lekarze, wśród których odsetek samobójstw jest stosunkowo duży, wybierają środki z innych grup, zatem ich próby samobójcze często kończą się zgonem. Podobnie często zgonem kończą się próby samobójcze u osób w wieku podeszłym. Wynika to zarówno z większej determinacji tych osób do zakończenia życia (jak pisał wybitny krakowski psychiatra prof. Antoni Kępiński: „u młodych samobójstwo jest wołaniem o pomoc, u starszych już tylko wołaniem o śmierć”), jak również z większego obciążenia osoby starszej innymi chorobami somatycznymi i większą trudnością odratowania w przypadku intoksykacji. Należy pamiętać, że wielu pacjentów ponawia próby samobójcze, a ok. 25% robi to w ciągu 1. roku od poprzedniego zamachu na swoje życie. Każda kolejna próba zwiększa ryzyko dokonania samobójstwa w przyszłości. Samobójstwo a zaburzenia psychiczne Samobójstwo nie jest chorobą, nie jest to żadne medyczne rozpoznanie. Co więcej, samobójstwo nie musi być wynikiem zaburzeń psychicznych. Można sobie wyobrazić sytuację, w której zdrowy psychicznie człowiek popełnia samobójstwo (np. z pobudek ideologicznych, samobójstwo w czasie wojny, po aresztowaniu, z lęku, że tortury spowodują „sypanie” innych osób, czy samobójstwo człowieka, który wie o terminalnej chorobie i chce uniknąć cierpienia z nią związanego). W tym ostatnim przypadku decyzja o samobójstwie jest dość podobna do decyzji o eutanazji. Można mieć oczywiście różne zdanie na ten temat, zwykle uwarunkowane światopoglądowo, ale nie można zaprzeczyć, że zdrowy psychicznie człowiek ma psychologiczną możliwość podjąć decyzję o zakończeniu swojego życia w „optymalnym” dla siebie momencie. Z drugiej jednak strony zdecydowana większość, bo aż 80% ofiar samobójstw, to osoby z zaburzeniami psychicznymi. Choroba psychiczna stanowi najistotniejszy czynnik ryzyka samobójstwa. Największym ryzykiem obarczeni są chorzy na depresję nawracającą i depresję w przebiegu choroby afektywnej dwubiegunowej. Różne statystyki mówią o 15–20% ryzyku samobójstwa wśród chorych na depresję. W przypadku tych chorób samobójstwo zdarza się ponad dwudziestokrotnie częściej niż w populacji ogólnej. Zachowania samobójcze mogą się pojawić w przebiegu wielu innych zaburzeń psychicznych: w schizofrenii, w uzależnieniach od substancji psychoaktywnych, w ciężkich zaburzeniach osobowości, w ciężkich zaburzeniach lękowych, w organicznych chorobach mózgu (np. wczesny etap procesu otępiennego, choroba Huntingtona, różne stany pourazowe). Ryzyko znacznie się zwiększa w przypadku współistnienia kilku zaburzeń (np. u osoby chorującej na depresję i uzależnionej od alkoholu) i w przypadku współistnienia poważnej choroby somatycznej, zwłaszcza z towarzyszącym przewlekłym bólem. Czynniki ryzyka samobójstwa i czynniki protekcyjne Istnieją specyficzne grupy ludzi, warunki, czynniki i sytuacje charakteryzujące się zwiększonym ryzykiem dokonania próby samobójczej. Należą do nich: zaburzenia psychiczne, czynniki socjoekonomiczne: żałoba, osierocenie, problemy małżeńskie (brak stabilności, poczucia bezpieczeństwa w związku, separacja czy rozwód), frustracje związane z pracą lub szkołą, bezrobocie, zadłużenie, konflikt z rodzicami lub dziećmi, problemy mieszkaniowe, długi, problemy prawne, izolacja społeczna, osamotnienie, bycie ofiarą przemocy, nadużycia, u młodych osób zawód miłosny, niemożność sprostania wymaganiom rodziców, niechciana ciąża, choroby somatyczne (zwłaszcza wczesny okres ciężkiej choroby, choroby przewlekłe, przebiegające z bólem, nowotwory, choroby upośledzające sprawność fizyczną, okaleczające, wiążące się z koniecznością przyjmowania dużej ilości leków), organiczne choroby mózgu (np. majaczenie, otępienie, padaczka skroniowa, choroba Huntingtona), traumatyczne wydarzenia – np. stanie się ofiarą wypadku, przemocy, zbrodni, utraty, płeć męska (samobójstwa dokonane); u kobiet częściej nieskuteczne próby samobójcze, wiek: osoby młode oraz okres między 65. a 80. rokiem życia; około 70% samobójstw przypada na okres po 40. roku życia, rasa biała, próby i zapowiedzi samobójcze w wywiadzie, samobójstwa wśród rodziców i krewnych lub innych osób ważnych dla pacjenta. Czynnikiem ryzyka jest również ograniczona dostępność do pomocy medycznej, niemożność skontaktowania się z lekarzem, niemożność kontynuowania leczenia (np. z powodu zbyt wysokiej ceny leków). Oceniając ryzyko samobójstwa, bierze się pod uwagę czynniki, które mogą chronić pacjenta przed autodestrukcją. Należy jednak pamiętać, że żaden z nich nie zapobiega samobójstwu w 100%, a obecność czynników protekcyjnych nie powinna uśpić czujności personelu medycznego i rodziny. Wśród czynników protekcyjnych wymienia się: brak zaburzeń psychicznych, stabilne zatrudnienie, obecność dzieci w domu, poczucie odpowiedzialności za rodzinę, ciążę, głęboką wiarę, światopogląd religijny, wysoką satysfakcję życiową, umiejętności radzenia sobie i rozwiązywania problemów, wsparcie społeczne, dobrą relację terapeutyczną z lekarzem. Sygnały zagrożenia Zdecydowana większość osób, które popełniły samobójstwo, wcześniej komunikowała swój zamiar w pośredni lub bezpośredni sposób. Być może prawidłowe odczytanie takiego komunikatu pozwoliłoby zapobiec tragedii. Stąd warto być wyczulonym na różne sygnały zagrożenia. Takimi sygnałami mogą być: wypowiedzi typu: „lepiej byłoby wam beze mnie”, „lepiej byłoby ze sobą skończyć”, przygotowywanie środków (np. gromadzenie leków, zdobycie ostrych narzędzi, sznura), napisanie testamentu i/lub pożegnalnych listów, nieoczekiwane wizyty u bliskich osób sprawiające wrażenie żegnania się, nagłe izolowanie się od otoczenia, „filozoficzne” rozważania o śmierci, sny o tematyce śmierci, egzekucji, pogrzebu, rozważania o możliwości połączenia się z ukochanymi zmarłymi, przeglądanie stron internetowych dotyczących samobójstw, pisanie o tym na blogach, czytanie takich blogów itd. Niepokojącym sygnałem może być również nagła, paradoksalna poprawa stanu psychicznego osoby, która do tej pory prezentowała nasilony smutek, lęk itp. Chory czuje się wtedy lepiej, ponieważ podjął już decyzję, która w jego mniemaniu rozwiąże dotychczasowe problemy. Podjęcie decyzji kończy okres niepewności i strachu. Znany austriacki psychiatria Erwin Ringel opisał zjawisko zwane zespołem presuicydalnym. Terminem tym określił on zbiór cech charakterystycznych dla osoby noszącej się z zamiarem popełnienia samobójstwa. Do wymienionych cech należą: 1) Zwężenie sytuacyjne: charakteryzuje się utratą równowagi pomiędzy warunkami życia a poczuciem własnych możliwości; człowiek interpretuje swoją sytuację jako taką, z której nie ma wyjścia i wobec tego nie podejmuje żadnej aktywności w celu rozwiązania problemów; dominuje poczucie bezradności, bezsilności i braku własnych kompetencji, dynamiczne: w myśleniu przeważa pesymizm, poczucie utraty kontroli nad życiem, dominuje sfera emocjonalno-afektywna, natomiast sfera racjonalna jest spychana na dalszy plan, zawężenie relacji społecznych: izolacja społeczna (jak pisze Ringel „najtragiczniejszym tego przykładem są ludzie starzy, których śmierci często całymi dniami nikt nie zauważa, nikt nie odczuwa ich nieobecności, nikt się o nich nie troszczy”), redukcja liczby kontaktów, dewaluacja istniejących relacji, poczucie osamotnienia wśród ludzi; warto tu zacytować znamienne słowa Paula Valery’ego: „Dla samobójcy każdy inny człowiek oznacza jedynie nieobecność”, zawężenie świata wartości: rezygnacja z dotychczasowych zainteresowań, utrata poczucia własnej wartości, dewaluacja dotychczas ważnych dziedzin życia. 2) Wzrost agresji i napięcia: każde samobójstwo jest działaniem niezwykle agresywnym. Celem tej agresji jest pozornie tylko osoba odbierająca sobie życie, zwykle rzeczywistym celem stają się też inni ludzie. Czyn samobójczy związany jest często z narastającym rozgoryczeniem, złością, „bezsilną wściekłością”. 3) Fantazje samobójcze, fantastyczne wizje tego, co będzie się działo po śmierci. Tego typu fantazje mogą być wyrazem ucieczki od rzeczywistości i realnych problemów, mogą wypierać konstruktywne myślenie na temat poradzenia sobie z trudnościami. Rozpoznanie, że bliska osoba znajduje się w opisanym powyżej stanie psychicznym, może skłonić do podjęcia leczenia czy zwrócenia się o inną formę pomocy. Powszechne mity na temat samobójstwa W społecznej opinii pokutuje wiele nieprawdziwych przekonań na temat zachowań samobójczych. Przekonania te niejednokrotnie utrudniają niesienie pomocy, czy powodują stygmatyzację i dyskryminację osoby, która próbowała się zabić. Nieprawidłowe postawy osób z otoczenia prowadzą do dalszej izolacji czy alienacji, a to zwiększa ryzyko podjęcia lub ponowienia próby samobójczej. Warto zatem przyjrzeć się kilku powszechnym opiniom. Samobójstwo popełniają ludzie słabi, egoistyczni, którzy chcą tylko uciec od problemów. Nie wolno tłumaczyć zachowań samobójczych „złymi” cechami charakteru człowieka. Ludzi „silni” też miewają okresy załamania, bywają tak przytłoczeni problemami, czy po prostu chorobą, że tracą wszelką nadzieję i chęć życia. Mit o egoizmie i słabości powoduje, że osoby odratowane, które następnie są leczone z powodu, np. depresji, muszą zmagać się z poczuciem winy i wstydu za próbę samobójczą, co utrudnia im powrót do zdrowia. Osoba mądra, odnosząca sukcesy nie popełnia samobójstwa. Nieprawda – samobójstwo może dotyczyć każdego. Wiele osób sławnych, znanych i podziwianych odebrało sobie życie. Nikt, kogo znam, nie jest typem samobójcy. Nie ma czegoś takiego jak „typ samobójcy”. Zachowania samobójcze zdarzają się u bardzo różnych osób. Samobójstwo jest wynikiem nagłego impulsu, trudno je przewidzieć. Takie impulsywne akty samobójcze zdarzają się, jednak z reguły większość osób przed podjęciem próby samobójczej rozważa argumenty za i przeciw, boryka się z podjęciem ostatecznej decyzji, snuje plany. Samobójstwo jest „normalną” reakcją na skrajną traumę, przeciwności losu, utraty. Traumatyczne wydarzenia mogą wyzwalać próby samobójcze, ale nie są ich powodem. Większość ludzi posiada odpowiednie zasoby, aby poradzić sobie ze stresem. Rolą otoczenia jest wzmocnienie i pokazanie tych zasobów. Pytanie o myśli samobójcze może sprowokować do takiego czynu. Otwarta rozmowa na ten temat jest wyrazem troski, pokazuje, że problemy bliskiej osoby traktowane są poważnie, pomaga odbarczyć się i przynosi ulgę psychiczną. Może być okazją dla osoby planującej samobójstwo do przemyślenia, a nawet zmiany decyzji. Daje również ważną informację, implikującą dalsze działania. Jeśli ktoś podjął decyzję o odebraniu sobie życia i tak nie można go powstrzymać. Wręcz przeciwnie, większość osób, chce zostać powstrzymana, poprzez próbę samobójczą woła o pomoc. Większość osób chce zakończyć problemy, ból, cierpienie, a nie życie. Osoba, która podejmuje próbę samobójczą, chce tylko zwrócić na siebie uwagę. Próba samobójcza może być wołaniem o pomoc. Ale nawet jeśli tak jest, gdy człowiek nie otrzyma tej pomocy, może ponowić próbę w bardziej skuteczny sposób. Należy pamiętać, że nawet najbardziej „demonstracyjne” zachowanie może zakończyć się tragicznie, nawet wbrew intencji ofiary. Ktoś, kto mówi o samobójstwie, nie zrobi tego naprawdę. Większość osób, które popełniły samobójstwo, komunikowała swój zamiar w bezpośredni lub pośredni sposób. Na zakończenie Zdarza się, że rzeczywistość nas przerasta, że tracimy nadzieję, że świat stawia zbyt wysokie wymagania, że ogarnia nas mrok i pustka. Zdarza się, że śmierć wydaje się wybawieniem od przytłaczającej codzienności. Lecz po jakimś czasie ktoś podaje nam rękę, ktoś zapala światło, znów widzimy barwy i czujemy smak życia. O ile wytrzymamy, o ile doczekamy… Zatem rezygnacja, odejście, zniszczenie siebie jest zawsze najgorszym, niepotrzebnym i pochopnym rozwiązaniem. Jak pisał John Donne, „żaden człowiek nie jest samoistną wyspą; każdy stanowi ułomek kontynentu, część lądu. Śmierć każdego człowieka umniejsza mnie, albowiem jestem zespolony z ludzkością (…)”.

gdzie trafiają samobójcy po śmierci